Partner serwisu
Tylko u nas
16 listopada 2018

Zmierzamy do rozwiązań inteligentnych. Rozmowa z Piotrem Świtalskim, ekspertem z dziedziny techniki pompowej

Kategoria: Aktualności

– Praw fizyki nie da się przeskoczyć, więc żadnej rewolucji w rozwoju techniki pompowej nie przewiduję. Sądzę, że sprawność pomp może wzrosnąć o drobnych kilka procent, natomiast sprawność układów pompowych – o bardzo wiele. współdziałanie pomp z układami zmierza do rozwiązań inteligentnych. Inteligentne pompy już są u progu... – mówi Piotr Świtalski, założyciel czasopisma „Pompy Pompownie”, ekspert z dziedziny techniki pompowej.
 

•    Jak ocenia pan układy pompowe pracujące obecnie w polskich zakładach przemysłowych? Czy są efektywniejsze, sprawniejsze od tych sprzed lat?

Zdecydowanie tak, głównie na skutek wdrożenia nowoczesnych pomp i nowoczesnej techniki regulacji. Stało się to niejako pod przymusem ekonomii, ponieważ energia elektryczna kosztuje więcej niż kosztowała i efektywność energetyczna stała się przedmiotem zainteresowania polskich przedsiębiorstw. Czynnik ekonomiczny to jedno, drugie to mniej lub bardziej sprawnie działające audyty, wymuszające poprawę sprawności i lepszy nadzór w eksploatacji.

•    W którym momencie krajowy przemysł pompowy zaczął się według pana rozwijać? Jaki moment był przełomowy?

Lata 90. to czas, kiedy nastąpiła ofensywa firm zachodnich, które w rynku polskim zauważyły ogromny potencjał do zagospodarowania. Po upadku dotychczasowego ustroju nastąpił gwałtowny wzrost gospodarczy. Dotyczył m.in. polskiej energetyki, wodociągów, branż wymagających transportu cieczy. Zaszła potrzeba unowocześnienia dotychczasowych, można powiedzieć, dość siermiężnych rozwiązań.

Do tej pory polski przemysł pompowy musiał być samowystarczalny, ze względu na to, że import, poza nielicznymi wyjątkami, możliwy był tylko w ramach Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG). Po wkroczeniu na rynek pompowy firm zachodnich nastąpił gwałtowny boom i dzięki temu dziś możemy powiedzieć, że jesteśmy takim samym odbiorcą tej techniki jak każdy inny kraj.

•    Czy lata 90. można określić mianem początku rewolucji?

Była to rewolucja, a jej przebieg dla niektórych firm był bardzo gwałtowny i burzliwy. Wielu polskich producentów pomp zredukowało swoją pozycję na rynku, niektóre w ogóle z niego wypadły.

Jednakże są też przykłady chlubne – przedsiębiorstw, które odnalazły się w nowych realiach i nie tylko utrzymały się, ale i znacząco rozwinęły swoją działalność, dzięki prywatyzacji i świeżemu spojrzeniu na rynek. W takim kierunku poszła Leszczyńska Fabryka Pomp, która związała się z firmą Grundfos i jest obecnie nowoczesnym producentem pomp i komponentów pomp Grundfosa. Dzięki fuzji LFP rozrosła się i rozkwitła.

Drugim przykładem pozytywnych zmian jest Hydro-Vacuum Grudziądz. Imponuje ambicją. Stała się firmą inżynierską i za swój największy zasób postrzega kadrę, którą mógłbym spokojnie określić jako jedną z najlepszych w kraju. Obecnie z sukcesem podbijają mniejsze i większe rynki, łącznie np. z rynkiem wietnamskim.

Trzecia firma to Grupa Powen-Wafapomp, która powstała dzięki prywatyzacji fabryki POWEN w Zabrzu i wykupieniu Warszawskiej Fabryki Pomp i Świdnickiej Fabryki Urządzeń Przemysłowych, zagrożonych zmianami na rynku energetyki i cukrownictwa. Działania spółki skupiają się dziś nie tylko na dużych inwestycjach. Dzięki doświadczeniu, potencjałowi technicznemu i kadrowemu GPW realizuje zadania w pełnym cyklu – „pod klucz”. Po ukończeniu budowy stacji prób, która będzie jedną z najnowocześniejszych, GPW umocni swoją pozycję wśród wiodących producentów pomp w Europie. Powyższe trzy przykłady to trzy jasne punkty zmian polskiego przemysłu budowy pomp.

•    A co obecnie dzieje się w eksploatacji? Czy też „rośnie w siłę”?

Niestety nie w każdym obszarze. Byłoby lepiej, gdyby sprawniej i bardziej profesjonalnie działała sfera projektowania. Przed laty funkcjonowały wielkie organizacje projektowe, wielkie biura zajmujące się różnymi branżami, które niestety „rozsypały się”. Na rynku projektowania układów pompowych zaczęli działać pojedynczy ludzie, dla których najistotniejsze było zdobycie kontraktu. Przywoływali oni następnie do garażu budowlańca, instalatora, elektryka i tak z jednoosobowej firmy tworzyły się zespoły projektowe. Głównie chodziło o to, żeby „skonsumować” kontrakt pod względem ekonomicznym, niekoniecznie przykładając wagę do jakości i efektywności finalnego rezultatu.

W początkowym okresie przemian nastąpiło dość bezkrytyczne zachłyśnięcie się zachodnimi, nowoczesnymi rozwiązaniami, które nie zawsze przekładały się na efektywność systemu. Fascynacja układami zmiennoobrotowymi prowadziła do tego, że wszędzie, gdzie można było, wprowadzało się je bez głębszej analizy. Ale nie chcę uchodzić za krytykanta, wiele zmienia się na lepsze.

•    Projektowanie jest więc obecnie najsłabszym ogniwem spowalniającym rozwój techniki pompowej?

To jest czynnik, który nie tyle hamuje, co sprowadza rozwiązania na tory nie zawsze racjonalnie i ekonomicznie uzasadnione.

•    Co musi się zdarzyć, żeby sytuacja się zmieniła?  

Pierwsze, co się nasuwa, to kształcenie na uczelniach technicznych. Zagadnienia projektowania układów pompowych powinny być na odpowiednim poziomie, głównie na kierunkach inżynierii środowiska, bo głównie stamtąd pochodzą projektanci branży wodociągowej, komunalnej itd. W eksploatacji liczą się pompy, silniki, przemienniki częstotliwości i armatura. Nie można poprzestać na metodach obliczeń i konstrukcji pomp. Nowoczesne metody analizy i narzędzia obliczeniowe muszą być konfrontowane z technologią w produkcji pomp i warunkami ich działania w eksploatacji. Wciąż niewiele prac i uwagi poświęca się niezawodności pomp i układów.  

Cała rozmowa z Piotrem Świtalskim opublikowana została w nr 2/2018 magazynu Pompy, Pompownie.


 

fot. zasoby własne autora
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
ZAMKNIJ X
ZAMKNIJ X
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ