Partner serwisu
Tylko u nas
24 stycznia 2018

Trzeba mieć stadion. Wywiad z Piotrem Kańtochem i Grzegorzem Pakułą z Grupy Powen-Wafapomp S.A.

Kategoria: Wywiady

– Brak inwestycji w Centrum Badawczo-Rozwojowe i stację prób spowodowałby, że spadlibyśmy z pierwszej ligi, bo żeby w niej grać nie wystarczy mieć drużynę, trzeba mieć stadion – mówi Grzegorz Pakuła, członek zarządu Powen S.A., dyrektor i doradca prezesa zarządu Grupy Powen-Wafapomp S.A. – Drużynę mamy, potrzebowaliśmy jeszcze infrastruktury adekwatnej do wyzwań, które dzisiaj się pojawiają – dodaje wiceprezes Piotr Kańtoch.

Trzeba mieć stadion. Wywiad z Piotrem Kańtochem i Grzegorzem Pakułą z Grupy Powen-Wafapomp S.A.

•    Otwarcie nowego Centrum Badawczo-Rozwojowego Pomp grupy Powen-Wafapomp S.A. planowane jest na grudzień 2018 r.?

Piotr Kańtoch: Funkcjonalne oddanie obiektu do użytku to koniec roku 2018. Wcześniej musimy przeprowadzić testy wyposażenia czy instalacji. Najważniejszym elementem Centrum jest stacja prób. Poza tym nasz nowy obiekt stanowić będzie laboratorium do badań podstawowych, które musimy wykonywać, by wiedzieć, czy w dobrym kierunku rozwijamy technikę, którą wykorzystujemy.

•    Na jakim etapie są prace?

P.K.: Został wykonany zbiornik o objętości ok. 1200 m3 i trzy zbiorniki techniczne, komory montażowe do badań pomp kondensatu – jest to tzw. dok montażowy do pomp pionowych. Wykonano palowanie wzmacniające grunt, fundamenty i rozpoczęto montaż konstrukcji hali. Teren, na którym znajduje się fabryka i jest budowane nowe Centrum, to obszar, gdzie od prawie 200 lat prowadzona jest działalność przemysłowa. Lity grunt, ten naturalny, znajduje się kilka metrów pod obecnym poziomem. Stąd konieczność drążenia otworów i palowania. Inwestycja w Centrum Badawczo-Rozwojowe nie ogranicza się do postawienia budynku. Wiąże się z nią przykładowo to, że musieliśmy postawić stację transformatorową, do której trzeba było poprowadzić z podstacji elektrycznej blisko 2 km kabla zasilającego o odpowiednim przekroju.

•    Wszystko idzie zgodnie z planem? Nie pojawiły się niespodziewane zaskoczenia?

Grzegorz Pakuła: Były pewne zaskoczenia na etapie rozmów z potencjalnymi wykonawcami, bo niektóre oferty okazały się istotnie wyższe, niż wynikało to z wstępnych kosztorysów. Trochę czasu zajęły nam negocjacje, by koszt inwestycji mieścił się w budżecie.

P.K.: Technika, technologia w dużej części była inspirowana albo nadzorowana, sterowana przez nas, więc nie ma zaskoczenia. Doskonale wiemy, czego chcemy i co będzie budowane. Jesteśmy firmą inżynierską – sami realizujemy projekty „pod klucz”, gdzie występują zagadnienia budowlane. Mamy ludzi, którzy potrafią nadzorować to projektowo. Mamy też dobrego wykonawcę – firmę Instal Kraków.

G.P.: Inwestycja była przez nas gruntownie przemyślana. Zanim uruchomiliśmy proces przetargowy czy projektowy, to około roku zastanawialiśmy się nad tym wewnętrznie, pomiędzy specjalistami z firmy, gdzie postawić Centrum, jakie przyjąć parametry graniczne. Centrum będzie czymś, co ustawi nasze możliwości badawcze na kilkadziesiąt lat do przodu. Zanim wbito tę pierwszą łopatę, trzeba było wykonać sporą robotę koncepcyjną. P.K.: Warto podkreślić, że poprzednie stacje prób w Zabrzu i w Warszawie były zaprojektowane i zbudowane w latach 60. ub. wieku.

•    Co jest najtrudniejsze w tej inwestycji?

P.K.: To, co robimy, to rozwiązania jednostkowe – tego typu instalacji nikt nie buduje. Nie można się więc na niczym wzorować, nie można się wesprzeć doświadczeniem kogoś innego. Nasi partnerzy, którzy dostarczają rozwiązania techniczne, również nie mają doświadczenia w tego typu projektach, bo są to bardzo unikatowe rozwiązania. W zasadzie uczą się oni razem z nami.

G.P.: Główna komplikacja polega na tym, że technika napędów zmiennoprędkościowych w tym momencie dość szybko się rozwija i trzeba podjąć decyzję, czy bierzemy coś, co dziś jest nowoczesne, ale może się okazać za parę lat rozwiązaniem przestarzałym, czy też próbujemy wyprzedzać rozwój wypadków. Trzeba zaznaczyć, że wszystkie układy sterowania prędkością obrotową dostępne na rynku nie są projektowane do celów badawczych, lecz eksploatacyjnych, natomiast prędkości obrotowej pomp w eksploatacji nie zmienia się w tak szerokim zakresie, jak to jest wymagane w trakcie badań. Dodatkowo będziemy badać tutaj różne pompy, z różnymi silnikami, o różnych napięciach zasilania i mocach, w związku z czym szukamy rozwiązania dla napędu regulowanego, który cechuje się bardzo szeroką elastycznością, co nie jest standardem w typowym zastosowaniu przemysłowym. To problem innowacyjny, a nie proste powielenie czegoś, co istnieje.

P.K.: To nie jest typowa pompownia, którą buduje się po to, żeby zamontować konkretne urządzenie i żeby pracowało ono przez lata albo dekady. My budujemy pompownię, w której może być zamontowane tysiąc różnych pomp. Układy sterowania, układy techniczne rurociągów, różnych zasuw, przepływomierzy i napędów muszą obsługiwać różne pompy w różnych układach, pod różnym napięciem, z różną mocą. Jest to bardzo skomplikowane.

G.P.: Kolejna komplikacja polega na tym, że ta stacja, oprócz zadań badawczych, będzie również służyła do rozliczania się z klientami. Coraz częściej mamy do czynienia z kontraktami, z których wynika konieczność zbadania wielu parametrów. W związku z tym urządzenia muszą mieć certyfikaty, by mieć pewność, że uzyskane tu wyniki pomiarów są nie do zakwestionowania.

P.K.: Nasza nowa stacja prób będzie miejscem, gdzie będzie można legalizować urządzenia.

•    Czyli rozumiem, że będziecie mogli wydawać certyfikaty?

P.K.: Tak, pompa będzie mieć papier, że jest zgodna z normą, spełnia standardy. Centrum ma być miejscem, gdzie w warunkach rzeczywistych 1:1 będzie można zbadać pompy.

•    Dlaczego postawiliście na inwestycję wartą 25 mln zł? Czy jest ona potrzebna współcześnie, gdy procesy badania nowych hydraulik przechodzą do rzeczywistości wirtualnej?

G.P.: Jeszcze tego etapu nie da się pominąć. Postęp w badaniach numerycznych jest spory; w tej chwili, projektując układy przepływowe, w znacznej mierze się na nich opieramy, ale to jeszcze nie jest tak, że na podstawie obliczeń komputerowych można mieć 100% pewności, że charakterystyka będzie dokładnie taka. Oprócz kwestii obliczeń numerycznych parametrów pompy jest jeszcze sprawa trwałości i pewności ruchowej – tego nie da się inaczej zweryfikować jak po prostu w ruchu. Komputer nie sprawdzi, czy pompa się nie zatrze na skutek np. błędu w montażu. Trzeba udowodnić, że jest dobrze zmontowana, że się nie zaciera, że rzeczywiście pracuje.

P.K.: Równocześnie budując hardware, czyli Centrum Badawczo-Rozwojowe ze stacją prób, inwestujemy też w e-stację prób. Narzędzia informatyczne są dla nas bardzo istotne, komputerowo analizujemy wiele hydraulik, które projektujemy i wybieramy spośród nich te najlepsze, weryfikowane w rzeczywistych warunkach. Technika pompowa opiera się o technologię odlewniczą, a ta ma pewną niedoskonałość wliczoną w swoją istotę – odlewy są absolutnie niepowtarzalne, prawie jak odcisk palca. W związku z tym każdy wirnik może być nieco inny, w granicach dopuszczalnych tolerancji. Badanie jest zatem konieczne. Nasi klienci wymagają również coraz bardziej zaawansowanych, precyzyjnych i poważnych badań. Nie sprawdzamy tylko podstawowych parametrów pomp, czyli ciśnienia i wydajności, ale także np. poziom drgań w całym zakresie pracy, właściwości ssawne.

•    W czasie XXIII kongresu Użytkowników Pomp mówił pan, panie prezesie, że Grupa Powen - Wafapomp „nie jest już producentem pomp a firmą inżynierską”. że obecnie zajmujecie się projektowaniem, nadzorem realizacyjnym, instalowaniem: pomp, rur, armatury, napędów, sterowania, ale również uruchamianiem i oddawaniem do użytku. To duży przeskok. Czy jest jeszcze jakiś obszar działania, który możecie zagospodarować? W jakim kierunku firmy takie jak grupa Powen-wafapomp mogą się jeszcze rozwinąć?

P.K.: Tych obszarów jest bardzo dużo. Pomysłów i planów rozwojowych mamy znacznie więcej niż możliwości, niż zasobów, którymi dysponujemy i to zarówno jeżeli chodzi o czas, ludzi, jak i o pieniądze.

G.P.: Jednym z kierunków jest realizowana obecnie budowa. Brak inwestycji w Centrum Badawczo-Rozwojowe i stację prób spowodowałby, że spadlibyśmy z pierwszej ligi, bo żeby w niej grać nie wystarczy mieć drużynę, trzeba mieć stadion, który spełnia określone wymogi.

P.K.: Drużynę mamy, potrzebowaliśmy jeszcze infrastruktury adekwatnej do wyzwań, które dzisiaj się pojawiają, które będą aktualne jeszcze przez najbliższe dwie dekady.

G.P.: Przypuszczam, że będziemy bardziej wchodzili w sferę projektowania układów pompowych – już się tym trochę zajmujemy, zmusza nas do tego życie, bo zbyt często zdarzają się sytuacje, że układ pompowy dostarczony przez nas wykazuje jakieś problemy nie z winy pompy, a błędów projektowych. A jeszcze w dalszej perspektywie być może stanie się tak, że firma nie będzie sprzedawała pompy, układu pompowego, tylko usługę polegającą na przepompowaniu metra sześciennego cieczy stąd-dotąd.

P.K.: Będziemy wówczas odpowiadali za to, żeby taką pompownię zaprojektować, zbudować, eksploatować, remontować, utrzymywać na odpowiednim poziomie.

•    Pompy przyszłości – jak według panów będą wyglądały?

P.K.: Myślę, że do końca mojego życia będzie się to odbywać tak, jak obecnie. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy w takiej wyobrażalnej przyszłości zrezygnowali z rurociągów, pomp – choć pewnie będą lepsze, trwalsze.

G.P.: Dużo zależy od postępu informatyki. Być może kiedyś będzie się dało przesyłać wodę przez internet, ale to jeszcze daleka perspektywa. Oczywiście, żartuję. Fizyka ma pewne prawa, poza które wyjść się nie da.

•    Zejdźmy więc na ziemię – jaka konkretna realizacja, jaki projekt szczególnie zapadł panom w pamięć?

P.K.: Mam słabą pamięć historyczną, wolę żyć tym, co teraz. Mamy obecnie dwa szczególne projekty realizowane dla PKN ORLEN: jeden na blokach wodnych,drugi w elektrociepłowni. Ich łączna wartość to prawie 50 mln zł. To przedsięwzięcia, które są sporym wyzwaniem i z pewnością nas rozwijają.

G.P.: Bardzo dobrze wspominam współpracę z Kopalnią Węgla Brunatnego Bełchatów przy opracowaniu systemu odwadniania dla nowej odkrywki. Z mojego punktu widzenia to był modelowy przykład dobrej kooperacji pomiędzy trzema elementami procesu inwestycyjnego: użytkownikiem, dostawcą urządzeń i projektantem. Użytkownik, inwestor miał swoją wizję, wiedział, czego chce, ale tej wizji nie narzucał. W rozmowach uczestniczyliśmy zarówno my, jak i projektant, który w wielu przypadkach jest najsłabszym ogniwem tego łańcucha, a tutaj wszystko zagrało – kopalnia Bełchatów, przechodząc z wydobyciem ze starej odkrywki na nową, generalnie zmieniła technologię pompowania na bardzo nowatorską, niespotykaną powszechnie.

•    W wywiadzie w 2015 roku mówił nam pan, panie prezesie, że najważniejszym kryterium dla klienta jest cena. Czy coś zmieniło się w tym temacie przez dwa lata?

P.K.: Nie. Dalej tak bywa, ale coś się zmienia na lepsze.

G.P.: Przeważnie jest najważniejszym, z tym, że już pojawiają się pewne inne kryteria.

P.K.: Prawdą jest, że w bardzo wielu miejscach wciąż cena czyni cuda i jest decydująca, ale często, na całe szczęście, pojawia się pewne ograniczenie techniczne. Cena musi być najniższa, ale pod warunkiem spełnienia owych kryteriów technicznych.

G.P.: Prezes wspominał o projektach, które realizujemy dla PKN ORLEN. Jeden z nich to pompy zasilające – tu bardzo dużą rolę odgrywała sprawność energetyczna. W wypadku niedotrzymania zaoferowanych parametrów groziły bardzo dotkliwe kary umowne. To taka jedna z jaskółek innego podejścia, gdzie cena jest brana pod uwagę, ale zaczyna być już tylko jednym z wielu elementów.

P.K.: W KGHM-ie też nierzadko są takie projekty, że znaczącym elementem przy ocenie oferty jest kryterium energochłonności urządzeń. Cena, jako najważniejsze kryterium, bardzo często pojawia się u inwestorów generalnych, którzy budują instalację i zależy im na tym, żeby popracowała ona do końca gwarancji. Tam liczy się budżet. Jeżeli inwestycję robią użytkownicy, zwraca się uwagę na bardziej rozbudowane parametry.

G.P.: Nie widzę nic złego w tym, że w przetargu decyduje cena, ale pod warunkiem, że jest to oparte o bardzo dobrze przygotowaną specyfikację techniczną. Jeżeli dokładnie napisano, co ma być, jakie ma mieć parametry, to wtedy można się kierować ceną. Natomiast jeżeli podkreśla się tylko cenę, a technika jest wyspecyfikowana bardzo mgliście, to efekty nie mogą być dobre.

•    Wspomnieli panowie o energochłonności. jak jest ze świadomością klientów, jeżeli chodzi o możliwości jej obniżenia?

G.P.: Akurat kończy się okres, kiedy większe zakłady przemysłowe były zobligowane do wykonania audytów energetycznych. Była to akcja o charakterze formalnym, urzędniczym, która zmuszała do spojrzenia na tę kwestię. Jak to wyszło, dopiero się okaże, bo audyty były robione różnie, ale problem został wyciągnięty na światło dzienne.

Widzimy, że w wielu przypadkach, w specyfikacjach zwraca się już uwagę na energochłonność  – czasem jest to formułowane profesjonalnie, czasem nie, ale generalnie ludzie zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że napęd pompy kosztuje.

P.K.: Pompy, które oferujemy, to duże albo nawet bardzo duże urządzenia, zużywające ogromne ilości energii, dlatego w większości przypadków jesteśmy pytani o kwestię energochłonności. Pompy będą rozwijane właśnie w kierunku optymalizacji zużycia energii, również i my bierzemy pod uwagę ten aspekt w naszych działaniach badawczo-rozwojowych.

G.P.: Przy czym musimy pamiętać, że energochłonność czasami może stać w sprzeczności z innymi kryteriami. Na przykład w przemyśle chemicznym wysoko wycenianym kryterium jest hermetyczność urządzeń, co stoi w sprzeczności z energooszczędnością, bo jeżeli stosuje się pompę hermetyczną napędzaną silnikiem mokrym, to ona z definicji ma słabą sprawność energetyczną. Jednak jeżeli dla kogoś jest ważniejsze, żeby ani jedna molekuła substancji się nie ulotniła, godzi się na większe koszty za energię.

P.K.: Jednak i w tych przypadkach należy dążyć do optymalizacji, uwzględniając istniejące ograniczenia. Pytanie też, ile wydajemy na poprawienie sprawności energetycznej, żeby skórka była warta wyprawki – żebyśmy nie płacili więcej niż zaoszczędzimy.

G.P.: Sprawność energetyczna pompy to tylko jeden z aspektów decydujących o sprawności całego układu. Trzeba tu patrzeć na całość, nie tylko na pompę, czyli należy wziąć pod uwagę także sposób jej regulacji, eksploatacji itp.

•    Czy polska branża pompowa jest innowacyjna?

G.P.: Gdyby spojrzeć na to przez pryzmat rankingu polskich firm innowacyjnych, który jest przygotowywany od wielu lat przez dziennik „Rzeczpospolita”, to tak. W tym rankingu nasza firma od początku plasuje się wysoko.

Jeżeli innowacje rozumieć jako coś, czego nie było 5 lat temu, a pojawiło się teraz, to nie, bo technika pompowa rozwija się mniej więcej od 200 lat, ale w mojej ocenie nie doszła jeszcze „do sufitu”, kiedy to nic więcej wymyśleć się nie da – przy czym w znacznej mierze ta innowacyjność wiąże się z postępem w innych dziedzinach, np. napędów, sterowań, automatyki, technologii materiałowych. Jeżeli chodzi o same konstrukcje pomp, nie spodziewam się tutaj jakichś cudów, bo wszystko zostało dość dobrze opracowane. Natomiast w zakresie aplikacji i lepszych elementów – tu jest jeszcze wiele do zrobienia. Można sobie wyobrazić zupełnie nowe koncepcje w budowie pomp. Na przykład wykorzystując materiały posiadające „pamięć kształtu”, można myśleć o konstruowaniu wirników zmieniających geometrię stosownie do wymaganych parametrów. Od strony technicznej mogłoby to być wykonalne, ale bardziej problematyczne może być uzasadnienie ekonomiczne dla takich rozwiązań.

PK.: W pierwszej kolejności trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co rozumiemy przez innowacyjność. Nie jestem zwolennikiem takiej definicji, że innowacyjne jest tylko to, czego nie było i ktoś to nagle wymyślił. Myślę, że istotna jest tu metoda małych kroków, permanentnego poprawiania, usprawniania, doskonalenia. Przełomowe odkrycia są kometami, które przelatują. Na co dzień wszystko poprawia się małymi krokami, a z perspektywy dekady okazuje się, że to jest rozwój przeskakujący ogromną przestrzeń.

G.P.: Jestem pełen obaw, żeby z tej innowacyjności nie zrobiono bożka – wszystko jedno co, czy to ma sens, czy nie, byle było innowacyjne. Innowacyjność ma sens wtedy, gdy faktycznie przynosi mierzalne efekty w zakresie funkcjonalności, sprawności, czy chociażby kosztowym. Naszym celem działania nie jest to, żeby było nowe, ale żeby było lepsze.

Wywiad został również opublikowany w nr 2/2017 półrocznika "Pompy, Pompownie".

fot. fot. Grupa Powen-Wafapomp S.A.
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ